Front nieudaczników

 Data publikacji: 7/08/2018

Rzecz o prawdopodobnych praprzyczynach nowej fali umów o zakazie konkurencji.

Żaden uważny obserwator nie zaprzeczy, że w GK Enea od paru lat mamy do czynienia ze swoistym natarciem frontu nieudaczników. Celem są wszystkie grupy ludzi posiadających wysokie umiejętności zawodowe, a przy tym pracowitych i nie zajmujących zbyt wysokich stanowisk na szczeblach hierarchii służbowej. Powodem dla których ludzie ci stali się celem ataku frontu nieudaczników jest to, że niewygórowane pensje w połączeniu z pracowitością i umiejętnościami pchają ich do poszukiwania dodatkowych źródeł zarobkowania „po godzinach”.

Omówimy co bardziej spektakularne i głośne historie bitew z omawianego frontu. Na pierwszy ogień poszli pracownicy, którzy zdobyli uprawnienia instruktorów BHP i prowadzili szkolenia dla innych. O jakości tych szkoleń niech świadczy najmniejsza wśród polskich grup energetycznych liczba wypadków śmiertelnych podczas prac na sieci elektroenergetycznej w Enea. Instruktorów nazwano „podwójnie dojącymi”, potraktowano jak złodziei, oczerniano na każdym kroku. Przez długi czas zwlekano z zapłatą za część wykonanej przez nich dodatkowo pracy. Zwlekano tak długo, aż zewnętrzna kontrola finansowa wymusiła zapłatę.

Oczywiście wszędzie znajdują się czarne owce. Dwie takie znalazły się w obszarze PPN i zostały zwolnione dyscyplinarnie. Co ciekawe, akurat TE czarne owce znalazły oparcie wśród oficerów frontu. Rozpętana została kampania pod tytułem „Solidarność zostawiła ich na pastwę losu, my stajemy w obronie ofiar Solidarności”. Sprawa ucichła po przegranej panów w sądzie drugiej instancji. Solidarność nigdy nie doczekała się sprostowania pomówień i oszczerstw pod jej adresem.

Następnie ostrze bojowników o "równość" (specyficzną, z Nimi na samej górze tej "równości") skupione zostało na przypadkach indywidualnych. Czujne oko oficerów frontu dostrzegło osoby, które bezczelnie nie zadowalały się jedynie etatem i śmiały pracować więcej niż 8 godzin w dni robocze, pracowały nawet w dni wolne od pracy i święta. Nie było by w tym pewnie nic złego, gdyby złoczyńcy ci pobierali za swoją dodatkową pracę wynagrodzenia. No skandal. Nieważne, że praca dobrej jakości, nieważne, że GK Enea odnosiła wymierne korzyści. Ważne, że nie byli Swoi i śmieli zarabiać uczciwie. Przez to nie było na nich „haka”, więc mogli zagrozić sprawom dziwnie omijanym przez, tak wydawałoby się czujne, zmysły „śledczych”.

Amunicję na froncie poza oszczerstwami i manipulacjami stanowią seryjne audyty. Całe serie ukierunkowane na te same sprawy. Jak jeden nic nie wykazał to działo jest lekko przestrajane, wcelowywane i pada ponowny strzał, właściwie w to samo miejsce. Ile roboczogodzin pracowników GK Enea pochłonęły śledztwa frontu nieudaczników? Byłaby to ciekawa analiza, prawdopodobnie setki. Amunicja w postaci kontroli/audytu ma to do siebie, że chcąc nie chcąc pozostawia skutki uboczne w postaci wniosków i zaleceń. Prawdopodobnie jednym z takich wniosków był ten, że niecny proceder dorabiania do niewygórowanej pensji nie jest przypadkiem jednostkowym. No i mamy nowe umowy. Umowy o zakazie konkurencji  przedkładane właśnie do podpisu pracownikom Enea Operator.

Co możemy powiedzieć o oficerach frontu nieudaczników? Mamy RODO, więc niewiele. Ale wiemy jedno: możemy tu na przykład znaleźć dość „specyficzne” umowy o pracę. Fala awansy, brak odpowiedzialności nawet za te działania, które noszą wszelkie znamiona niezgodnych z prawem. Buta, arogancja, hipokryzja to cechy charakterystyczne. Ktoś na to pozwala, ale to już inny temat. Kasa płynie do nich na tyle szerokim strumieniem, że cwaniacy ci nie muszą dorabiać po godzinach. Im się po prostu należy i już. Zresztą pewnie nie byłoby im jak dorabiać, bo choć wyraźnie przekonani są o swojej wyższości ponad wszystkimi, to często źródłem zawiści są własne niedostatki w wiedzy merytorycznej. No, chyba że pokombinować z małym  handlem samochodami, tu cwaniactwo wystarczy. Swoją drogą, czy przyglądał się ktoś jak i komu sprzedawane są samochody wychodzące z użytku w Enea S.A.?