Rozkułaczanie w GK Enea

 Data publikacji: 20/02/2018

Rozkułaczanie uprawiane pasjami w Rosji Sowieckiej, a po "wyzwoleniu" w roku 1945 także w Polsce, polegało na zniszczeniu wyróżniających się gospodarzy, których maleńkie (np. 6ha ziemi) gospodarstwa prosperowały dobrze tylko dzięki ich zaradności i pracowitości. Celem było pozbawienie wszystkich własności, zapędzenie wszystkich do kołchozów i całkowite od nich uzależnienie.

Gdzie GK Enea, a gdzie zjawisko rozkułaczania? Zapraszamy do lektury.

Rozkułaczanie w GK Enea objawia się niszczeniem wszystkich, którzy wyróżniają się jakąkolwiek wiedzą i umiejętnościami, a nie należą do grupy, która podczas obrad w Magdalence otrzymała prawo do bogacenia się, przejmowania majątku państwowego oraz łatwych karier czy to w biznesie czy w przedsiębiorstwach państwowych. Nie trzeba długo szukać by znaleźć kariery typu "współpracował z SB więc mógł przemycić maszyny do obróbki drewna i zacząć biznes", "był funkcjonariuszem partyjnym PZPR/PSL/SD więc otrzymał wysoki kredyt na ekstra warunkach dla rozkręcenia biznesu", "przejął za bezcen zakład państwowy". Z drugiej strony historie przedsiębiorczych Polaków, którzy nie należeli do grupy okrągłostołowej - po pewnym czasie otrzymywali cios, a to ze strony banku (żądanie natychmiastowego zwrotu kredytu), a to ze strony Urzędu Skarbowego (niespodziewana wielosettysięczna kara do natychmiastowej zapłaty, licytacja przedsiębiorstwa i jego sprzedaż za bezcen, po latach często okazuje się, że decyzja Urzędu była bezprawna).

W GK Enea ten proces wciąż trwa. Ludzie struktur władzy PRL, osoby powiązane w jakikolwiek sposób z aparatem represji systemu komunistycznego (w tym rodzinnie, wystarczy mieć w rodzinie kogoś z SB, TW lub chociażby kontakt operacyjny albo urzędnika partyjnego z czasu PRL) robią w GK Enea szybkie kariery. Aby było to możliwe wszystkich wyróżniających się spoza kręgu "uprawnionych" należy zniszczyć. Oni mają tylko służyć, być niezbyt drogą siłą roboczą nie sprawiającą problemów. Zdolni i pracowici problemy sprawiają samym swoim istnieniem. To "kułacy".

W Enea S.A. mamy sytuacje takie, że kierownik biura do pensji rzędu prawie 12 tys. zł otrzymuje dodatek w wysokości... ponad 13 tys. zł. I gwarancję, że nie zostanie mu to odebrane przez okres co najmniej 4 lat. Osoba, która chce to wyjaśnić otrzymuje... a jakże, wypowiedzenie umowy o pracę w trybie dyscyplinarnym. Inna historia? Członek Zarządu Enea S.A. oplata siecią powiązanych na różne sposoby ze sobą spółek naszą Enea Operator. Gdy w końcu miarka się przebiera i zostaje odwołany płacz po nim trwa do dzisiaj ("jak można było odwołać tak wspaniałego i kompetentnego menedżera!").

Jednocześnie grupa "uprzywilejowanych" prowadzi aktualnie kampanię nienawiści wobec dwóch członków prezydium NSZZ "Solidarność". Jeden śmie potrafić projektować elementy sieci elektroenergetycznej i robi to taniej niż inne podmioty na rynku zewnętrznym, drugi miał czelność napisać program, który działa, jest jednym z ważniejszych w obszarze utrzymania sieci przesyłowej. Program działa od ponad 10 lat, a jego użytkownicy na dodatek są zadowoleni, a przez to niezbyt przychylnie patrzą na wciąż szwankujący produkt, który został zakupiony celem wyrugowania dzieła pracowników GK Enea. A co gorsza, obydwoje za swoją pracę śmieli otrzymywać dodatkowe wynagrodzenie! No to już bezczelność, powinni skończyć jak cała reszta tego polskiego tałatajstwa, zbankrutowani, zniszczeni, z długami. Prawo do bogactwa i to bez wysiłku mamy tylko "MY", nasi mogą być nawet zwolnieni z obowiązku wykonywania pracy, ale pensja co najmniej w okolicach 10 tys. zł się nam należy (jest taki przypadek w Enea S.A.).

Dla przeprowadzania akcji rozkułaczania aktyw partyjny wyszukiwał miejscowych zawistników, podjudzał ich opowiadając jakie to bogactwa kryją zaradni sąsiedzi (czyli "kułacy"). Potem płonęły domy, a ludzie przeszkadzający wyznawcom utopii marksizmu jechali na Sybir lub od razu byli mordowani i grzebani w zbiorowych mogiłach.

Dziś nie ma zsyłek na Sybir, jeszcze nie strzelają w tył głowy. Poza tym metody podobne. Oczernianie, judzenie wymyślonymi kwotami, które kułacy mają "inkasować". Nie ważne, że kwoty zsumowane z kilkunastu lat i pomnożone tak, aby robiły wrażenie. Liczy się efekt - wywołanie zawiści, zdeprecjonowanie kułaka, doprowadzenie do jego zniknięcia z GK Enea. Jeden z ciekawszych przypadków spoza NSZZ "Solidarność"? Człowiek, który odbiera nagrodę za najlepszą innowację w GK Enea parę dni po odebraniu tego wyróżnienia otrzymuje propozycję nie do odrzucenia aby skorzystać z PDO. Obecnie walczy o swoje dobre imię, ponieważ docierają do niego sygnały, że jest mocno oczerniany... Grupowo to zjawisko spotkało też pracowników GK Enea prowadzących szkolenia BHP, na szczęście większość z nich jeszcze pracuje w GK Enea.

W GK Enea trwa jeszcze wielu kandydatów na "kułaka". Trwają ponieważ ukrywają się ze swoimi umiejętnościami i zdolnościami, realizując je "po godzinach". Ta metoda pozwala im zachować zdrowie psychiczne, a dla GK Enea jest zbawienna w momentach kryzysowych, kiedy wyzwolenie kreatywności i pomysłowości "kułaków" pozwala naszej organizacji wychodzić z opresji, a naszym odbiorcom korzystać z energii elektrycznej. Ci, którzy nieopatrznie się odkryli, trafiają na front walki z kułakami. Tam większość z nich niestety przegrywa. Ot, loz "kułaka" w GK Enea.